Kiedy kupujemy własne M – nieważne, czy to dom z ogrodem na Oporowie, czy mieszkanie z dużym tarasem lub balkonem na Nowym Dworze – ta dodatkowa przestrzeń na świeżym powietrzu rzadko jest tylko dodatkiem. Dla wielu z nas to był kluczowy powód zakupu. Chcemy mieć swoje miejsce, gdzie po całym dniu pracy można wreszcie usiąść, wypić kawę w świętym spokoju, zrobić grilla ze znajomymi, posadzić kwiaty czy po prostu dać dzieciom pobawić się na bezpiecznym trawniku. Ogród, taras czy balkon mają być naszym prywatnym azylem. Jednak to, co dzieje się ostatnio na wrocławskim niebie, sprawia, że ten azyl zaczyna nam powoli znikać.
W oficjalnych dyskusjach urzędnicy i lotniskowi eksperci bardzo chętnie posługują się jednym, wygodnym dla siebie argumentem: twierdzą, że normy hałasu wewnątrz budynków są zachowane, więc w zasadzie nie ma problemu. Tyle że to zwykła teoria, której nikt nam, mieszkańcom, oficjalnie nie udowodnił. Przecież nikt nie chodzi po naszych mieszkaniach i domach z profesjonalnym sprzętem, żeby zmierzyć, jak ryk silników odrzutowych niesie się po ścianach, oknach i wentylacji. Wmawianie nam, że za zamkniętymi drzwiami jesteśmy w stu procentach chronieni, to po prostu biurokratyczne uproszczenie, które mija się z rzeczywistością.
Poza tym – i to jest w tym wszystkim najbardziej niesprawiedliwe – obecne przepisy zupełnie ignorują to, co dzieje się za drzwiami balkonowymi. Dla tabel i wykresów w urzędach nasze ogrody, balkony i tarasy praktycznie nie istnieją. Prawo udaje, że chroni nas wewnątrz betonowych klatek, ale gdy tylko przekroczymy próg i chcemy wyjść na zewnątrz, stajemy się bezbronni wobec przemysłowego huku.
Prawda jest taka, że na sam rozwój lotniska nie mieliśmy i nie mamy wpływu, decyzje zapadły nad naszymi głowami, a rosnący ruch już teraz drastycznie utrudnił nam życie. To nie jest kwestia przyszłości; to dzieje się dzisiaj, gdy rezygnujemy z otwarcia okna w letni wieczór czy uciekamy z własnego tarasu przed kolejnym rykem silnika.
Skoro jednak zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym i ponosimy realne koszty tego sukcesu, nie możemy milczeć!
Jako Stowarzyszenie łączymy siły, aby domagać się konkretnych działań i sprawiedliwości. Jeśli lotnisko zarabia miliony kosztem naszego spokoju, to naszym wspólnym interesem jest teraz walka o realne zadośćuczynienie – od wprowadzenia skutecznych procedur omijania naszych osiedli, przez bezwzględną ciszę nocną, aż po oficjalne strefy ochronne, które zmuszą port do wypłaty odszkodowań za utratę wartości naszych nieruchomości i sfinansowania izolacji akustycznej. Skoro już ucierpiała jakość naszego życia, zróbmy wszystko, abyśmy nie zostali z tym problemem zupełnie sami i zlekceważeni.